Profesor Vetulani i "świnia", czyli dlaczego nie wypijemy już razem kawy...

Nocna podróż do Warszawy miała być inna. Przed ważnym spotkaniem w piątek, czasem na intensywną pracę, zakładałam sen do końca trasy, czyli do 4:30. Niestety SMS z wiadomością o śmierci profesora Jerzego Vetulaniego zakończył sen daleko przed warszawskim świtem…



Od wczorajszego poranka większość mediów podaje info o Profesorze – że był świetnym, znakomitym, najlepszym psychofarmakologiem, neurobiologiem i biochemikiem, członkiem PAN i PAU, autorem kilkuset prac badawczych, w tym współtwórcą hipotezy beta down-regulacji jako mechanizmu działania leków przeciwdepresyjnych i wiele, wiele innych. Media wiele piszą także o Profesorze wskazując na jego nieszablonowość – między innymi na to, że był otwartym, bezpośrednim Człowiekiem, na to, że był duszą towarzystwa, Człowiekiem pełnym humoru, że wyśmiewał „posągowość” w postawach ludzi nauki :) Bo był inny i o sprawach trudnych potrafił mówić obrazowo, z intelektualną swadą, okraszając swoje wypowiedzi anegdotami. Po prostu cudny był i kochany…
Nie „był”, tylko JEST, ale inaczej…

Dla mnie zawsze pozostanie niesamowitym Autorytetem. Znałam Profesora z tekstów, nagrań i wykładów, w których czasami miałam przyjemność uczestniczyć. Kocham Profesora od lat i zawsze śmiałam się, że to chyba jedyny mężczyzna, który nigdy nie dowie się o moim uwielbieniu ;) A jednak ;) nie wytrzymałam i dowiedział się ;)
Podczas II Sympozjum Neurodydaktyki (Jance Sabat i Markowi Kaczmarzykowi - cudnym Organizatorom Sympozjum - zawsze będę wdzięczna za to, że pośrednio mieli wpływ na to, co piszę poniżej) na Uniwersytecie Śląskim miałam przyjemność poznać Martę, osobę współpracującą z Profesorem. Istotę przecudną, wrażliwą, ale też mocno stąpającą po tym świecie. Profesor Vetulani nie mógł przyjechać na Kongres i Marta w Jego imieniu odczytywała list skierowany do uczestników Sympozjum. A wieczorem, gdy skończyliśmy obrady, telefonicznie zdawała relację Profesorowi i w pewnym momencie, gdy rozmowa zeszła na inny temat, zobaczyłam jak nagle podaje mi swój telefon i mówi: „Dżordż chce z Tobą rozmawiać” ;)
Dobrze, że siedziałam, bo chyba zemdlałabym z wrażenia :) Ale gdy teraz wracam do tej chwili, to rzeczywiście miałam odruch, aby wstać i rozmawiać na stojąco, bo takim Autorytetem dla mnie jest, że nie wypadało siedzieć :) Powiedział kilka słów i już wiedziałam, że mogę siedzieć, mogę być na luzie, mówić otwarcie, żartować i śmiać się z Jego żartów :)
I wtedy właśnie powiedziałam: „Panie Profesorze, kocham Pana od zawsze”, a On na to: „niektórzy mówią do mnie „Dżordż”, tak chyba lepiej, prawda?
Ja: „Ale nie wiem, czy to wypada
On: „A jeszcze inni mówią do mnie „Ty świnio”"
i tak przekomarzał się jeszcze chwilę….
A później umówiliśmy się, że w maju, gdy będzie nad morzem w mojej okolicy z wykładem, to umówimy się na kawę i pogaduchy. Niestety tej kawy i pogaduch już nie będzie...

Podczas tej krótkiej rozmowy zdążyliśmy obgadać jeszcze kilka spraw. Nie zapomnę tekstu Profesora, gdy powiedziałam, że pracuję nad habilitacją… ;) Ale nie zacytuję, natomiast jeśli ktoś miałby ochotę złapać klimat rozmowy, to odeślę tu ;)
I to przypadkowe spotkanie w Krakowie, gdy umówiłam się z Martą, że przyjedzie wcześniej na dworzec PKP, żeby spotkać się ze mną na babskie ploteczki. Akurat jechali na jeden z wykładów Profesora, a On chciał dołączyć do nas i zjawił się wcześniej :) Nawet trochę marszczyłyśmy nosy, bo z ploteczek nic nie wyszło, ale dzięki temu miałam szansę poznać Go osobiście i to nie podczas wykładów, ale siedząc przy stoliku z kawą i gadając na tematy od Sasa do Lasa
Od wczoraj, gdy już wiem, że nigdy nie spotkam Profesora nachodzi mnie wciąż jedna refleksja - kochałam Profesora Vetulaniego całe życie za mądrość i sposób bycia, osobiście znałam jedynie moment, a jest mi tak cholernie trudno... Jak muszą się czuć osoby, które miały szczęście i zaszczyt pracować z Profesorem, być w gronie Jego znajomych, przyjaciół, bliskich? To musi być wyjątkowo trudne, bo i strata jest wyjątkowo bolesna.

Gdybym dziś miała szansę porozmawiać z Profesorem, powiedziałabym wprost nie zważając na konwenanse: „Dżordż, jesteś świnią, takich rzeczy się nie robi”, ale nie będzie to możliwe, więc pozostaje mi pomyśleć jedno: „Dziękuję za każdą sekundę osobistej znajomości i wszystko to, co pozostało po tym cudnym i kochanym Mózgu"...

Napisałam, bo wydawało mi się, że wtedy będzie mi lżej, ale niestety nie jest... znów płaczę...
Trwa ładowanie komentarzy...